26.05.2017

Zdrada - z perspektywy tej drugiej

Mieliście kiedyś tak, że targały Wami sprzeczne emocje? Zrobiliście coś z pełną świadomością, że to coś złego, a jednak nie mogliście się powstrzymać? Ja tak. Nie raz. I również nie dwa. A potem mam koszmary po nocach.
Próbowałam znaleźć jakieś psychologiczne rozwiązanie mojej przypadłości, jaką jest interesowanie się tylko tym, co nieprzystępne. Jak można się domyślić, nie znalazłam jej, choć bardzo chciałabym móc zwalić winę na jakąś traumę z dzieciństwa albo niewystarczające zainteresowanie rodziców, ale choćbym wyolbrzymiała, kręciła i łączyła fakty najróżniejszymi sposobami - nie ma szans. I w dalszym ciągu robię to samo, nie wiedząc właściwie dlaczego.
Nie mam chłopaka. Nie mam od dawna i mimo, że bym chciała, czuję się jednocześnie bardzo dobrze z tym, że wszystko, co robię, robię bez oglądania się na kogokolwiek innego. Jestem młoda, całkiem ładna i dobrze ubrana. Do tego chyba niegłupia, a przynajmniej nie jakoś rażąco. Chłopak to oprócz miłości i niezaprzeczalnych wielu zalet, również zobowiązania i ograniczenia. A ja czuję, że jeszcze muszę poodkrywać świat, dużo się nauczyć i rozwinąć. Dlatego bycie singielką jest obecnie idealnym rozwiązaniem. Chcę wyjechać na pół roku? Proszę bardzo. Imprezować co weekend? Czemu nie. Chodzić na kawę każdego dnia z innym facetem? Nie ma problemu. Wolno mi wszystko, o ile nie krzywdzę tym innych.
A no właśnie.
I tutaj zaczyna się moja ulubiona-znienawidzona część historii. Chciałabym móc powiedzieć, że to jakaś fatalna pomyłka i przypadek, ale szczerze wątpię, by tak było, a nie piszę tego po to, by kłamać. Każdy facet, z którym miałam bliższy kontakt, w tym samym czasie miał kogoś innego na stałe. I choć za każdym razem targają mną sprzeczne emocje i moja racjonalna część z całych sił walczy o tę, która bez wątpienia już dawno upadła, z reguły i tak ulegam, albo wręcz sama nakręcam sytuację. Czy to hipokryzja czy jakieś ekstremalne rozdwojenie jaźni - wiedzieć, że coś jest złe, bać się panicznie konsekwencji, postanawiać sobie raz po raz, że to się już nie powtórzy, a potem...jechać ze swoim byłym w losowe miejsce, w tajemnicy przed całym światem, a w szczególności przed jego aktualną dziewczyną? Dlaczego podejmuję takie ryzyko? Czy to dlatego, że w takiej sytuacji mam gwarancję, że nic oprócz przygody się nie wydarzy i po wszystkim powrócę do swojego beztroskiego życia? Że nadal będę wolna, niezależna i nikt mi nie zrobi tego, co ja robię innym?

Ogromnym problemem w zdradzie jest to, że orientujesz się, jakie to proste. I jak niepozorni ludzie robią to swoim "ukochanym". Patrzysz na parę, widzisz wpatrzonych w siebie dwoje ludzi, dbających o siebie nawzajem i nigdy byś nie pomyślał, że jedno zdradza drugie. Niespodzianka.
Być może teraz mi się udaje, pytanie czy następnym razem też się uda. Ale nawet jeśli ujdzie mi to płazem, to straciłam na tym najważniejsze dwie rzeczy: wiarę w lojalność (posługując się synonimami - naiwność) oraz samoocenę. Bo za każdym razem, gdy ktoś mówi mi, że jestem dobrym człowiekiem, że zasługuję na to, co najlepsze, w mojej głowie pojawia się myśl - tak bardzo się mylicie.
Czy kiedykolwiek się z tego uzdrowię i zacznę robić to, co należy? Czy zreflektuję się na tyle, by poczyniona krzywda została wykreślona, a ja mogłabym o sobie powiedzieć, że dawno temu zrobiłam parę głupstw, ale to już historia? Chciałabym w to wierzyć.

1 komentarz:

  1. Wiesz co robisz jestes w pelni tego swiadomoma, dlatego zanim posuniesz sie o krok za daleko pomysl jakbys Ty sie czula gdyby inna dziewczyna robila to co Ty. Z drugiej strony faceci sa jacy sa ale Ty tracisz na tym najwiecej bo poczucie wartosci i wlasnej samooceny jest najwazniejsze.

    OdpowiedzUsuń