14.11.2015

Dlaczego trafiamy na samych dupków

Ile razy słyszymy, że jakaś dziewczyna po raz kolejny trafia na beznadziejnego partnera, który ją zdradza, traktuje przedmiotowo, flirtuje z innymi i bardzo mało się stara? Ile razy pocieszałaś swoją przyjaciółkę lub samą siebie, mówiąc, że najwyraźniej nie macie szczęścia i facet to świnia? Miałaś wrażenie, że wzbudzasz zainteresowanie wśród samych popaprańców (a przynajmniej na początku znajomości, bo przy bliższym poznaniu okazuje się, że osobnik interesuje się wyłącznie czubkiem swojego nosa)?
No, na palcach jednej ręki się takich pechowych przypadków nie policzy.

grafika boy, lips, and bad

Zastanawiałam się nad tym i doszłam do dwóch wniosków. 
Po pierwsze, tak zwanych dupków jest po prostu dużo. W obecnych czasach jesteśmy bombardowani hasłami każącymi dbać przede wszystkim o swoje interesy, być bezkompromisowym, obojętnym i silnym. Poświęcanie się w związku to okazywanie słabości, w towarzystwie niemalże faux pas, do którego nigdy w życiu nie należy się przyznawać. W "Pokoleniu Ikea" gloryfikowany jest mężczyzna traktujący kobiety jak zabawki, który dzięki znajomości ich psychologii, owija je sobie wokół palca by osiągnąć swój cel. A potem szuka następnych i zabawa nie ma końca. Wśród literatury kobiecej z kolei najlepiej sprzedaje się "Dlaczego mężczyźni kochają zołzy", z której dowiadujemy się przede wszystkim tego, że mamy zajmować się sobą, a faceta wytresować jak dziecko. Nie mogę powiedzieć, że wszystkie założenia z obu powyższych pozycji są złe, bo nie są. Jednak podążając za nimi ślepo możemy wpaść w pułapkę samozadowolenia i w pewnym momencie zorientować się, że nikt oprócz nas samych nam nie pozostał. A przynajmniej nie na dłużej. Bo ile można się bawić w kotka i myszkę i walczyć o to, by w związku być tą "wygraną" stroną? Czy tu naprawdę chodzi o walkę sił, czy może o równowagę?

Po drugie, zdecydowaną większość facetów, z którymi mamy problemy, stanowią ci...przystojni. Nie masz pecha do dupków. Masz pecha dlatego, że oni są ładniejsi od tych dobrych, miłych i gotowych rzucić się za tobą w ogień. Ci drudzy zdają sobie sprawę ze swoich wad i robią wszystko, by je zneutralizować odpowiednim zachowaniem i przyjemnym charakterem. Ci pierwsi nie muszą tego robić, bo i tak mają powodzenie. Oni zaszczycają cię swoją obecnością i zaszczycają cię możliwością spania z nimi. Zresztą słyszałam, że u kobiet jest podobnie, zwykle te piękne są bierne w łóżku oraz bardziej oschłe dla osób, które nie spełniają ich standardów. Wracając jednak do mężczyzn. Każda z nas marzy o księciu z bajki; inteligentnym, zabawnym, bogatym, przystojnym, dobrze ubranym i takim, którego koleżanki nam będą zazdrościć, a mama kiwnie głową z aprobatą.  No ale poznajemy takiego pana "pięknego" i nagle dociera do nas, że ideałów nie ma, więc na brak poczucia humoru, totalne niedopasowanie charakterów i jego uważanie się za wszechwiedzącego, mimo faktycznie znikomej wiedzy, przestajemy zwracać uwagę. Słuchamy przechwałek i niestworzonych opowieści o dokonaniach takiego delikwenta, wpatrzone w jego śliczną buzię jak w obrazek. Bo czy ktoś, kto tak wygląda może kłamać? Czy powinnyśmy wybrzydzać, skoro spełnia tyle naszych wymagań? Nawet gdy wiemy, że on nie jest tym, na kogo się kreuje, tkwimy przy nim, bo nie wyobrażamy sobie, by był z kimś innym. To jak z reklamowaną, designerską zabawką, którą zabawa może nas nudzić i o niebo bardziej wolelibyśmy najzwyklejsze klocki lego. Ale wszystkie dzieci nam jej zazdroszczą, więc obnosimy się z nią po całym podwórku.
Mówi się, że to faceci są wzrokowcami, że przede wszystkim oceniają wygląd. Ale niech mnie ktoś walnie obuchem w głowę, jeśli się mylę; my jesteśmy takie same. Mężczyzna może być najwspanialszą osobą na świecie, ale jeśli nam się choć w małym stopniu nie podoba, to żadna siła nas do niego nie przekona i możemy mu co najwyżej zaproponować przyjaźń, która i tak długo nie przetrwa, bo chłopaczyna się zmęczy i w końcu do niego dotrze, że nic z tego nie będzie.
Być może związki z "panem idealnym" są płytkie. Być może nie wytrzymują długo. Ale nadal się w nie pchamy, lecimy jak ćmy do światła. I nie chcę przez to powiedzieć, że mamy przystawać na każdą propozycję miłego faceta, bo ci przystojni w środku są nic nie warci, tym bardziej, że to co napisałam nie jest regułą. Ale życzę sobie i Wam znalezienia kogoś, z kim będziemy się i dobrze czuły i mogły na niego patrzeć.

3 komentarze:

  1. Świetny post kochana!
    Zapraszam do nas
    jeżeli ci się spodoba nasz blog-zaobserwuj(chętnie się odwdzięczymy):)
    Czy mogłabyś poklikać u nas w linki?
    Ponieważ staramy się o pierwszą współpracę,a ty możecie nam pomóc :)
    fashion--twins.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Na pewno należę do innego pokolenia, mogłabyś być moją córka.Dlaczego zainteresował mnie post? Zauważyłam, że poruszasz sprawy dotyczące całego młodego pokolenia XXI w. Inaczej wyglądają relacje kobieta/mężczyzna dzisiaj, niż …...dzieści lat temu Jesteście pokoleniem ludzi dobrze wykształconych, świadomych swojej wartości, niezależnych. Odnajdujecie się wyśmienicie na polu zawodowym, towarzyskim, finansowym. Niestety płacicie za to ogromną cenę. Nie potraficie kochać. Chyba w całym Twoim tekście nie było to słowo przez Ciebie użyte. W relacjach między dwojgiem ludzi odmiennej płci jest ono niezbędne, jeżeli są to poważne relacje.
    My kończyliśmy szkołę i w naturalny sposób, spontanicznie, zakochiwaliśmy się w sobie, bez kalkulowania, szacowania za i przeciw. W wieku 20-23 lata zakładaliśmy rodziny, rodziły się dzieci. Przeczytaj proszę: http://szescdziesiat-rowna-sie-dwadziescia.blog.pl/2014/11/14/marysia-z-podworka/
    tu pisałam na poruszony przez Ciebie temat.
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. No po prostu jak bym czytała swoje przemyślenia. I za każdym razem jak trafiam na frajera zastanawiam się czy tylko mnie się to przytrafia, ale chyba to nie tylko mój problem a wszystkich kobiet ... Niestety dziś łatwo trafić na ,,pana przystojnego" który będzie chciał potraktować Cię tylko jak swoją zabawkę ...

    OdpowiedzUsuń